Kapustka: Mistrzostwo dla Legii jest osiągalne. Raków gra ponad stan

Data:

Piłkarz warszawskiej Legii Bartosz Kapustka udzielił obszernego wywiadu w formacie wideo dla youtubowego kanału „Meczyki.pl”. 26-latek poruszył kilka interesujących kwestii.

Kapustka wypowiedział się m.in. o szansach Legii na mistrzostwo Polski, rywalu, z którym nie chciałby mieć na pieńku oraz wyjątkowej relacji z byłym trenerem Brendanem Rodgersem.

Kapustka o…

szansach Legii na mistrzostwo:

– Myślę, że jest szansa. Aczkolwiek Raków to główny faworyt, powiedzmy sobie jasno. Zagrali rewelacyjną rundę i trzeba im to oddać. Gdyby oni nie mieli aż tak dobrej rundy, to nikt by nie mówił, że Legia nie ma szans. To raczej oni zrobili wynik ponad stan, a nie my graliśmy dużo gorzej. Bo gdyby ta przewaga wynosiła trzy czy cztery punkty, to w roli faworyta pewnie stawiani bylibyśmy my. Mamy obecnie tyle punktów, ile mieliśmy, robiąc mistrzostwo u trenera Michniewicza.

rywalu, z którym nie chciałby mieć zatargu:

– Bałbym się może Petráška z Rakowa. Bo nawet trenując boks, pewnie bym dostał w zęby (śmiech).

relacjach z Brendanem Rodgersem:

– Miałem z nim najlepszy kontakt, nawet jak wiedziałem, że nie będę u niego grał. Kiedy w Anglii rozpoczęła się pandemia, on potrafił zadzwonić do mnie, zapytać o zdrowie, pogadać. To świadczy o jego klasie jako człowieka, pomijając już tę trenerską.

feralnej cieszynce, która spowodowała poważną kontuzję:

– Po tym wydarzeniu odciąłem się od wszystkiego. Nie sprawdzałem social mediów, nie czytałem, co piszą inni. Skupiałem się tylko na tym, kiedy operacja i powrót. Powiedziałem sobie „stało się, trudno”. Przez takie podejście było mi trochę łatwiej.

Marcinie Wasilewskim:

– Cieszę się, że go poznałem i trafiliśmy na siebie w Leicester. To był gość, którego znałem już jako dzieciak. Od pierwszego dnia w Anglii on się mną zaopiekował. Kiedyś wróciliśmy zmęczeni z mojego pierwszego sparingu w klubie i spaliśmy w hotelu. Na zegarku trzecia rano, a „Wasyl” kazał mi już o dziewiątej być gotowym, bo miał pokazać mi miasto. Ja ledwo wstałem, a Marcin oczywiście świeżutki czekał na mnie. Pojechaliśmy na obiad, przedstawił mnie wielu ludziom. To obrazuje, jakim fajnym jest facetem. Mógł odpocząć z rodziną, zrobić coś dla siebie, ale wziął mnie pod swoje skrzydła, mimo że praktycznie mnie nie znał. To był właściwie nasz pierwszy wspólny wypad.

Czesławie Michniewiczu:

– Ma ogromną pasję do tego, co robi. Rzadko się spotyka trenera, który aż tyle czasu poświęca rywalowi i analizie. Trener Michniewicz to kocha. Gdy jeszcze był w Legii, drzwi do jego pokoju zawsze stały otworem. Czasami po prostu wołał przechodzącego piłkarza i wtedy rozmowa potrafiła trwać godzinę. I wcale nie było tak, że szło się tam z przymusu. Trener omawiał wówczas jakiegoś znanego zawodnika, na którym moglibyśmy się wzorować, jakąś drużynę, która grała w określony sposób. Mnie pokazywał Kevina De Bruyne i sposób, w jaki się porusza.

Arturze Jędrzejczyku:

– „Jędza” jest brutalem strasznym (śmiech). Pamiętam, jak byłem jeszcze w Cracovii i mierzyłem się z nim na stronie. Było bardzo ciężko, zwłaszcza w pojedynkach powietrznych. Potrafi włożyć rękę przed ciebie, zagrać ostrzej. To zawodnik, który jest skuteczny w interwencjach, lecz nie przebiera w środkach.

tym, czy da się lubić Josué:

– Da się, da się… Oczywiście, że się da. Josué ma własne zdanie, potrafi być trudny w relacjach. Na treningu bywają tarcia. Natomiast to jest piłkarz, z którym uwielbiam występować. Szczególnie w grze kombinacyjnej, na małym obszarze, można z nim fajnie pograć i mieć z tego ogromną radość.

ulubionej pozycji na boisku:

– Moją pozycją jest „ósemka”, najlepiej w formacji 4-3-3. Chociaż świetnie czułem się także grając taką „dyszkę” tuż za napastnikiem. Wówczas taką samą role po drugiej stronie pełnił Luquinhas. W ten sposób ustawiał nas trener Michniewicz, ale dzisiaj mało kto tak gra.

Redakcja Brameczki.pl poleca również:

WYBRANE DLA CIEBIE